Blog rowerowy

Czyli zapiski cudownego dziecka dwóch pedałów.

Tydzień urlopu, 4 dni remontu i rower w tle.

Kolejna porcja ciszy spowodowana była tym, że Roch wziął urlop. Oczywiście urlop było tylko środkiem do osiągnięcia celu jakim był długo odkładany remont. Dodatkowo na ścianach pojawiły się dziwne artefakty, które - jak późnej okazało się - były efektem działania nawilżacza powietrza. Na ścianach i suficie osadził się biały nalot, który potem okazał się kamieniem z wody, a raczej z mgiełki wodnej, którą produkował nawilżacz.

I tutaj #protip: jak ktoś chce nawilżać powietrze w domu lub mieszkaniu to nie warto oszczędzać na nawilżaczu. Są takie z filtrami i są takie bez filtrów. Używanie takiego bez filtra skończyło się malowaniem całego domu. Jednak całość zajęła 4 dni, no 5 dni z ustawianiem gratów i dopieszczaniem wszystkiego. W międzyczasie Roch dokupił do swojego "Garażowego Serwisu Rowerowego" stojak montażowy. Lidlowy, ale już parę razy go użył i naprawdę znaczek, czy marka nie mają tu znaczenia. Kawałek dobrego stojaka, który bardzo ułatwia pracę.

Nic się nie giba, rower wisi stabilnie, można przy nim wszystko zrobić. Potwierdzić to mogą Młody, który miał już naprawiany rower i Rocha Teściowa, a w zasadzie jej rower, który miał regulowane hamulce. W przyszłym miesiącu Roch planuje kupić jeszcze kilka kluczy i koniecznie obcinaczkę do linek i pancerzy, bo bez niej jak bez ręki.

Po skończonym remoncie Roch wrócił na rower. Oczywiście z Młodym, który nie odpuszcza pedałowania i domaga się coraz więcej terenu. Ścieżki dla rowerów go nie interesują, rower musi podskakiwać. Według statystyk Garmina, podczas tygodnia remontowego Roch przejechał 67.01 km, więc całkiem nieźle jak na tydzień z wałkiem.

Teraz, kiedy już opadł remontowy kurz można zająć się swoimi sprawami. Przede wszystkim Roch chce napisać kilka słów o stojaku, bo w Internetach są tylko wzmianki o nim, ale nie ma czegoś więcej, a to naprawdę solidny sprzęt do domowego serwisu. Nie ma znaczenia, że z Lidla, ale to będzie zaplanowane na najbliższy piątek, zgodnie z tradycją.

Tak więc pomimo, że urlop wybitnie remontowy to nie całkiem stracony, bo i rower był i kilometrów wpadło. Pozostaje jeszcze uzupełnić statystyki, bo i one zostały przez Rocha zaniedbane, ale wszystko wraca powoli na swoje tory.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
A może by tak rzucić wszystko i otworzyć serwis rowerowy?

Roch Brada

Opublikowano: 21 lipca 2020 16:30

Kategoria: Rower


W końcu pogoda się poprawiła i wpadło parę kluczy

Po miesiącach opadów, zachmurzonego nieba i temperatury raczej nie wakacyjnej w końcu zrobiło się pogodnie i tak ja to w lecie powinno być. Tak aura sprzyja dwóm rzeczom: po pierwsze to baseonowanie dzieci, czyli harce w basenie "za domem". Z taką przydomową pływalnią żaden COVID nie straszny.

Druga rzecz to oczywiście rower i tutaj Młody nie daje za wygraną, twardo pedałuje po trzy razy dziennie w swój ulubiony teren. Dziś na przykład, jak przystało na niedzielny poranek był dłuższy wypad. Rano jeszcze temperatura była znośna, więc można było jechać gdzieś dalej, później byłoby to już nie możliwe. I tak rano cała czwórka przejechała 10 kilometrów w terenie, podjazdów też było sporo, a i komary nie dawały za wygraną.

Później w ramach ochłody było wodowanie w basenie. Popołudniu obowiązkowa wizyta u dziadziusia i babci i tutaj Roch z Żonką mieli czas dla siebie. I poszli na rowery trochę popedałować w samotności, a w zasadzie bez dzieciorów, bo one wizytowały dziadków. I tak początkowy plan był żeby dojechać do Olsztyna (tego jurajskiego), ale wieczorem było jeszcze zaplanowane ogródkowe ognisko z dzieciorami więc trzeba było skrócić dystans.

I tak standardowy wypad na Blachownię, tam próba znalezienia wolnego miejsca na zjedzenie hamburgera, ale jak zawsze to się nie udaje, więc bez większych postojów powrót do domu. I kiedy już Roch myślał, że rower może odstawić to przyszedł Młody i powiedział, że chce jeszcze zrobić wieczorną rundkę. I tak z pedałowania koło domu zrobiło się kolejne poważne pedałowanie. Młody, jeśli chodzi o rower, jest nie do zdarcia, ale to dobrze.

* * * *

Cały weekend byłby pod wielkim znakiem zapytania gdyby nie szybka i sprawna reakcja na to co się stało w piątek, a w zasadzie co zaczęło się dziać w piątek. Otóż tylne koło coś zaczęło "chrupać", więc Roch zdjął koło i okazało się, że piasta się rozkręciła. Czasem tak się dzieje, ale prawie zawsze udaje się to naprawić. Jednak tym razem trzeba było dokręcić ją od strony kasety, a to wymagało jej zdjęcia, a do tego Roch nie miał kluczy. 

W sobotę serwisy rowerowe też nie specjalnie pracują, a te co pracowały miały "grafik napięty" więc Rochowi pozostało albo znaleźć klucze, albo pogodzić się z tym, że będzie pedałował z rozkręconym kołem. Klucze szybko udało się kupić i jeszcze szybciej udało się naprawić usterkę i dzięki temu weekend był rowerowy. Od wczoraj Roch postanowił, że skompletuje sobie własny amatorski warsztat rowerowy, a zakup trzech pierwszych kluczy był dopiero początkiem.

Kolejny będzie stojak serwisowy i obcinaczki do linek, bo Młodemu trzeba zrobić mały serwis roweru, więc trzeba kupić kolejne narzędzia. I tak początkowo pewne koszty trzeba ponieść, ale później będą oszczędności na zewnętrznym serwisie. Jedynie super ciężkie przypadki będą lądowały u zaprzyjaźnionego W.

Roch pozdrawia Czytelników.

Roch Brada

Opublikowano: 5 lipca 2020 23:16

Kategoria: Młody


Podsumowanie miesiąca i wypady z Młodym

Koniec miesiąca to oczywiście pora podsumowania, a to ostatnio jest dużo łatwiejsze dzięki Rochowym statystykom, które ciągle się rozwijają i dostają coraz to nowsze bajery. Czerwcowe statystyki można zobaczyć tutaj: https://beta.pedalydwa.pl/statystyki/month/6. No i jest co pokazać; sporo rowerów, sporo jeżdżenia, a najwięcej z Młodym.

Okazuje się, że Młody na poważnie załapał bakcyla rowerowego i czasem dochodzi do tego, że śledzi pogodę i jak "słońce wygrało z chmurami" to można iść na rower. Najgorsze są dni deszczowe, a tych ostatnio nie brakowało. Dla niego to była trauma, bo nie było roweru. Taka motywacja i zapał u (prawie) pięciolatka jest godna podziwu. Co prawda inne aktywności też lubi bo i na hulajnodze jeździ i w piłkę gra, ale dzień bez roweru jest dla niego dniem straconym.

Co innego Młoda, ona lubi na hulajnodze, na rowerze też, ale już nie tak ostro jak jej brat. Wypad do parku, na plac zabaw, lody. Młody idzie jak dzik w las i jedyne co jest w stanie go wyciągnąć to też są lody, ale to prawo dziecka. Lody i słodkie chyba towarzyszyło każdemu. I tak właśnie największym motywatorem Rocha jest jego pięcioletni syn. I dobrze; w dziecku trzeba pielęgnować płomień pasji i na pewno nie można go zniechęcić bo nam się nie chce. A szczerze to Rochowi czasem się nie chce, ale co tam, wskakuje w obcisłe i jedzie w las.

* * * *

I tak też było dziś. Wypad do lasu, który co prawda skończył się tym, że musieli wracać, bo ostatnie ulewy skutecznie zalały las, ale i tak 8 kilometrów weszło w nogi. Rower był tak obłocony, że Młody miał problem z hamowaniem, błoto było dosłownie wszędzie. Po powrocie do domu mieli jechać na myjnie umyć rowery, ale wydarzenia ostatnich miesięcy spowodowały to, że Roch rozłożył myjnie pod domem. Karcher jest Karcher, niezależnie gdzie się go używa, a wiadomo że na podwórku jest najlepiej.

I tak Młody po błotnym wypadzie umył swój rower, a nawet nasmarował łańcuch. Więc maszyna jest przygotowana na kolejny wypad. Jeśli jutro "słońce wygra z chmurami" to na pewno będzie pedałowane.

I tak ma być. Może uda się namówić Młodą na wspólny wypad, bo takie są najlepsze. Na zakończenie czysty rower.


Roch pozdrawia Czytelników.

Roch Brada

Opublikowano: 30 czerwca 2020 23:42

Kategoria: Młody


Rekordowo długie wypady

Pogoda w ostatnim czasie w ogóle nie rozpieszcza. Nie ma nawet możliwości wstrzelenia się w jakieś okno pogodowe bo takiego zwyczajnie nie ma. Ciągle deszcz leje, bez przerwy. Jeszcze niedawno każdy narzekał na suszę, nie kosili traw żeby zatrzymać jak najwięcej wilgoci, a teraz tej wilgoci jest w nadmiarze. Jednak czasem udaje się wyjść z młodzieżą na rower i kawałek popedałować. Gdyby nie ta pogoda to Roch z Młodym jeździłby co najmniej dwa razy dziennie, bo Młody ma takie parcie na rower.


Radzi sobie coraz lepiej, w zasadzie nie potrzeba już mu pomagać, tylko puścić i sam sobie jedzie. Ostatnio z Rochem przejechał 12 kilometrów. Tak, 12 kilometrów (tutaj jest link do statystyk: http://beta.pedalydwa.pl/statystyki/activity/184). W połowie Roch już chciał Młodego ciągnąć do domu, ale ten rozpłakał się, że chce jeszcze jeździć, no i nie było wyjścia. Druga szósteczka w terenie musiała pęknąć dopiero wtedy był zadowolony.

Wieczorem Młody padł. Dosłownie. Umył się, wlazł do łóżka i po sekundzie już spał. To oznacza, że dziecko jest dobrze wybawione. I tak ma być, skoro lubi jeździć na rowerze to trzeba to pielęgnować, bo kto wie co będzie za kilkanaście lat. Może Roch będzie stał na mecie Ramapge i wspominał jak kiedyś razem jeździli po okolicy. W każdym razie Młody idzie w stronę odrywania kół od ziemi. Młoda podobnie, choć ona jeszcze potrzebuje czasu, ale Roch postara się żeby i ona pomykała sprawnie w terenie. Już teraz radzi sobie nieźle więc nie ma konieczności pilnowania jej. Sama wie gdzie ma jechać.

I tak właśnie mijają kolejne dni czerwca. Jak nie pada to Roch jeździ na rowerze, a jak pada to wieczorami dopracowuje swoje statystyki, które już nabierają rumieńców. Teraz Roch zabiera się za przeniesienie bloga na swoje, ale póki co jeszcze trochę brakuje do przełączenia domeny.

Roch pozdrawia Czytelników.

Roch Brada

Opublikowano: 25 czerwca 2020 23:41


Weekend z nowymi hamulcami

No i stało się to co Roch już kilka razy odłożył w czasie. Hamulce nie wytrzymały próby czasu i zaczęły cieknąć. Nie ma się co dziwić, sam Roch miał je już z 10 lat, a odkupił je jako używane, więc miały one około lat 15, jak nie więcej. W wieku geriatrycznym wycieki są dopuszczalne, a zaprzyjaźniony W. już w zeszłym roku mówił, że jak zaczną cieknąć to już nie będzie sensu ich ratować. Kiedyś trzeba wyłączyć respirator i przestać sztucznie podtrzymywać je przy życiu.

I taka właśnie chwila nastąpiła. Roch nie chciał wydawać góry cebulionów na nowe hamulce, ale w końcu trzeba jakoś rower zatrzymać no i przecież to do roweru, a nie jakaś tam pierdoła. Koniec końców Roch się przekonał, Żonka dała zielone światło no i cały roczny rowerowy budżet, łącznie z prezentem urodzinowym, poszedł na hamulce. Zaprzyjaźniony W. miał akurat fajną opcję za pół darmo, więc żal było nie wziąć. I tak od kilku dni Roch ma całkiem nowe hamulce. Znowu to są Hayes ale tym razem model Prime Expert.

Hamują idealnie, wyglądają obłędnie no i działają. I to jest najważniejsze, szczególnie że teraz Młodzież chętnie roweruje. Młody potrafi jeździć 2 - 3 razy dziennie, co prawda tą samą trasą, ale górki, zjazdy i podskoki są dla niego najważniejsze. Roch tym samym przejeżdża po 20 kilometrów dziennie. Trasa z dzieciorami ma 6.5 km, a do tego Roch dokłada swoją przejażdżkę w pojedynkę.

Weekendowo Roch śmiga z Żonką, a dzieci chłoną babcie i dziadziusia. Wtedy pęka spokojnie 30 kilometrów, a w planach na ten sezon jest znacznie dłuższy wypad, ale to wymaga odpowiednich warunków. Tak więc rowerowo jest, a i dzieciory przekonały się, że w terenie jest fajnie.

Duma Rocha rozsadza jak Młody ładuje się w błoto, wywala się, po czym wstaje, otrzepuje się i jedzie dalej. Nie ma płaczu, ryku. Siada i prze do przodu. Młoda tak samo, im więcej terenu i błota tym dla nich większa frajda. Czasem, po trzecim wypadzie w to samo miejsce Roch ma dość, ale przychodzi młodzież i znowu chce jechać, więc Roch w sandałach i w kasku (kask jest obowiązkowy!) siada na rower i znowu jedzie w błoto i górki. I tak właśnie powinno być, pomimo że czasem serio Roch wolałby już nie jechać, ale widok dzieciorów, które czerpią autentyczną radość z piachu, górek i zjazdów nie daje się niczym innym zastąpić.

Zawsze znajdzie się jakaś studzienka, z której można wyskoczyć, dołek, który wybije w górę albo piach, w którym można się zakopać. I to jest czad. Takie odkrywanie różnych możliwości daje im od groma radości i zawsze jak wracają to uśmiech jest na twarzy bo znowu gdzieś udało się podskoczyć. Być może to efekt tego, że Roch czasem pokaże im Fabio Wibmera, Brandona Semenuka, Danny'ego MacAskill, czy naszych rodzimych Braci Godziek.

Tak czy inaczej trzeba to pielęgnować, bo czym za młodu skorupka nasiąknie.. i tak dalej. Nawet jak nie będą jeździli w Red Bull'u to każda aktywność fizyczna zaprocentuje im w przyszłości.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Statystyki się rozwijają, a klameczki wyglądają tak:


Roch Brada

Opublikowano: 16 czerwca 2020 16:00


Pora podsumować maj, czyli statystyki na swoim

Dwa ostatnie tygodnie maja Roch poświęcił na przygotowywanie statystyk i wsiąkł w to na całego. Jak już wcześniej pisał była to próba sprawdzenia się w nowej rzeczywistości, a może trochę też przez to cało szaleństwo z COVIDem i długie przesiadywanie w jako takim zamknięciu, choć to do końca prawdą - o tym zamknięciu - nie jest. Izolacja od roweru bardziej.


Przechodząc już do szczegółów to adres do statystyk jest następujący:

http://beta.pedalydwa.pl/statystyki

I od niego wszystko się zaczęło. Beta dlatego, że wszystko co nowe w Internetach musi przez pierwsze dziesięć lat być betą. Ewentualnie jeszcze Roch mógłby być startup'em, ale to już chyba bałaby przesada. Tak więc nowe statystyki są już dostępne. Póki co jest to wersja początkowa, która będzie rozwijana. Na pewno pojawią się jakieś wykresy, na pewno będzie bardziej szczegółowe podsumowanie i na pewno będzie mapka ze śladem GPS. Być może będzie to jakiś OpenStreetMap albo w ostateczności wygenerowany obrazek ze śladem, ale będzie.

Planów Roch ma sporo, nie wie ile z tego uda mu się zrealizować, ale w przyszłości chciałby też napisać swojego bloga. Nawet część już jest, ale wymaga jeszcze dopracowania, dopisania komentarzy, tagów, etc. Roboty jest sporo, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Po kliknięciu na wybierz miesiąc można zobaczyć statystyki miesięczne. Na razie jest maj, ale niedługo może uda się Rochowi dodać cały rok (podzielony na miesiące).

I to tyle ze spraw organizacyjnych. Teraz pora na coś przyjemniejszego (jakby programowanie było nie przyjemne). Otóż dziś, jak na pewno każdy wie, jest Międzynarodowy Dzień Dziecka i z tej okazji Roch z Żonką starali się zorganizować dzieciom fajny dzień pełen atrakcji i słodkiego do porzygu (oby nie dosłownie). I przy okazji tych starań Roch odkrył coś dla siebie. Fajne miejsce rowerowe do zjazdów i podjazdów. Niedaleko Częstochowy. W weekend, o ile pogoda pozwoli, Roch zabiera tam rower i będzie zjeżdżał i podjeżdżał. Nawet weźmie kamerkę żeby to nagrać.

Kto by pomyślał, że nawet Roch dostanie swój prezent na Dzień Dziecka.

Tak więc dziś udało się dopiąć statystyki do szczęśliwego początku końca i znaleźć nowy rowerowy cel. A ten prezentuje się tak:


Roch pozdrawia Czytelników.

Roch Brada

Opublikowano: 1 czerwca 2020 21:26


Pedałowanie po długiej przerwie. Z dzieciorami oczywiście

Nic nie wskazywało na to, że Roch w ten weekend będzie pedałował. Pogoda wyjątkowo zimna jak na maj, deszcz padał co godzinę, przez godzinę, więc o rower znikał za chmurami jak słońce. Jednak popołudniu coś się przejaśniło i dzieci postanowiły, że chcą iść na rower. Roch trochę niepewnie spoglądał w niebo, ale w końcu doszedł do wniosku, że przecież nic wielkiego się nie stanie. Zapakował więc swój plecak i pojechał do dzieciorów, które na miejsce pedałowania pojechały samochodem.


W bagażniku mają pełnię możliwości: rolki, hulajnogę, deskorolkę, a teraz doszedł rower Młodego. Wszystko to jeździ w małym bagażniku, ale za to nic Rocha i Żonki nie zaskoczy. Praktycznie każda fanaberia może zostać zaspokojona. I tak Roch z Młodym jeździł na rowerze, a Młoda pomykała na deskorolce. Potem jeszcze tylko kilka rundek na hulajnodze i można się zawijać do domu. Dla Rocha i jego roweru nie wystarczyło miejsca więc musiał dowieźć się sam do domu, ale dzięki temu dołożył parę kilometrów do miesięcznych statystyk.

I skoro już jesteśmy przy statystykach to warto pamiętać, że już 1 czerwca, w Dzień Dziecka, Roch po raz pierwszy pokaże swoje miesięczne statystki w nowej odsłonie. Trochę jeszcze poprawek wprowadził i ma jeszcze kilka pomysłów, ale to wszystko w swoim czasie. Na rowerze też trzeba przecież jeździć.

Roch pozdrawia Czytelników.

Roch Brada

Opublikowano: 30 maja 2020 22:17


Skąd znowu ta cisza?!

Spokojnie, nic się nie dzieje. Jako, że maj był wyjątkowo zimny, a i Roch w końcu wziął się za remont to nie było czasu na rowerowanie, a tym samym Roch nie miał się czym dzielić z Czytelnikami, ale powoli wszystko wychodzi na prostą. Drabina schowana, temperatura też powinna się podnieść, więc może ten weekend będzie całkiem rowerowy. Było, owszem, kilka wypadów z dzieciorami, ale to na zasadzie wspólnego spędzenia czasu na rowerze, bo akurat naszła ich ochota na pedałowanie.


Z bardziej doniosłych rzeczy, które wydarzyły się w maju to zakup nowego roweru dla Młodej. Oczywiście, jak co roku dostała go na urodziny, a tym samym Młody dostał kolejny rower, więc obecnie oboje śmigają na nowych rowerach i całkiem dobrze im to idzie. Były nawet wycieczki po 10 kilometrów i to w ciężkim terenie (jak na możliwości dzieci, oczywiście). Tak więc coś tam się działo, ale natłok zajęć spowodował to, że Roch nie miał siły już pisać.

Kolejnym powodem, dla którego Roch wsiąkł na prawie miesiąc to są jego statystyki, o których ciągle pisze, a jeszcze nic nie pokazał. Teraz może już uroczyście oświadczyć, że są one gotowe. Co prawda nadal wymagają troski i udoskonalania, ale na koniec maja Roch oficjalnie pokaże pierwszą wersję swoich statystyk, które docelowo będą rozwijane i udoskonalane, ale podstawowa wersja jest już gotowa.

Roch nie zamierza konkurować ze Stravą, Garminem, czy Endomondo, ale ten projekt powstał jako nauka nowych rzeczy i chęć rozbudowania portfolio. Jest całkiem fajną zabawą. Powstał też blog i być może za parę miesięcy Roch przeniesie się na swoją autorską platformę integrując przy tym blog i statystyki w jedną całość. Oczywiście Garmin dalej będzie podstawowym źródłem danych, ale taka własna platforma to całkiem niezła zajawka.

Dlatego też Roch nie pisał notek bo chciał się wyrobić przed końcem maja ze statystykami, a jak zaczynał to jedyne co miał to pomysł w głowie. Tak więc za dni kilka Roch pochwali się swoimi statystykami na swojej stronie. Po ostatnich wydarzeniach ze Stravą Roch skasował konto i poszedł w coś swojego. Tak jak pisał wcześniej nie będzie to kolejny serwis społecznościowy, ale skrojony na potrzeby Rocha mikroserwisik z cyferkami. Docelowo też będą ślady GPS w postaci mapek, ale to w kolejnej iteracji.

Więc to nie tak, że Roch zapomniał albo olał, ale po prostu chciał się skupić na jednej rzeczy żeby dopiąć ją na ostatni guzik i móc na koniec miesiąca pokazać cyferki pod własną domeną. Ta oczywiście pozostaje bez zmian. 

Roch pozdrawia Czyelników.

Roch Brada

Opublikowano: 28 maja 2020 12:27


Weekend tym razem przedłużony

W całym tym szaleństwie koronawirusowym można dostrzec kilka pozytywnych rzeczy. Ludzie zaczęli dbać o higienę, z półek sklepowych znikło mydło. Do tego przestali się wpychać i ocierać. Każdy zaczął szanować dystans społeczny. Są też mniej pozytywne rzeczy, takie jak załamanie się gospodarki i wszystko co z tym jest związane. Roch też zaliczył przymusowe wolne poniedziałki, ale trzeba dostrzegać w tym wszystkim pozytywy, bo jeszcze będzie dobrze.


Skoro już te poniedziałki są wolne to można trochę popedałować przed resztą tygodnia, która jest już w pełni pracująca. I tak, na początku Roch musi z Młodą pojechać przymierzyć nowy rower. Tak, Młoda dostanie kolejny rower. Jak dobrze Roch liczy będzie to już piąty rower, ale jak chce się zachęcać młodzież do pedałowania to sprzęt musi być dopasowany. I basta. Tym razem będzie to już najprawdopodobniej 24 cale, czyli całkiem poważna maszynka. Roch celuje w tarczówki i amorek, żeby już można było Młodą zabrać na jakieś ciekawe trasy.

W niedzielę był ostatni wypad na 20 calach, a od poniedziałku już prawdopodobnie będzie to większy rower. Co do całego weekendu to był oczywiście rowerowy, pogoda dopisała, choć deszczu było sporo, ale dało się pojeździć w przerwach pomiędzy opadami. I tak w niedzielę Roch zrobił 10 kilometrów z Młodą i Żonką i kolejne 10 km już tylko z Żonką, a więc weekend udany. Poniedziałek pewnie też będzie rowerowy, bo trzeba będzie przetestować nową zabawkę. O tym wszystkim na pewno będzie na fanpage i na instagramie (ehh te social media).

Roch pozdrawia Czytelników.


Roch Brada

Opublikowano: 11 maja 2020 09:00


Kask Rowerowy ABUS Viantor

Tradycyjnie już piątek to dzień, w którym oprócz pachnącej kawy wpada również świeżutka notka techniczna. Można by nazwać ten dzień "technicznym piątkiem" albo "tech friday" ale Roch pozostanie przy tym, że piątek jest po prostu odpowiedni na takie wpisy. W pracy panuje atmosfera weekendu, więc można sobie pozwolić na odrobinę oderwania od zajęć.

Tym razem jednak nie będzie to kolejny wpis typowo techniczny i "we współpracy". To będzie wpis "dzięki", a dlaczego taka zmiana? Jak zapewne wiecie kilka tygodni, czy nawet miesięcy już, Rochowi przydarzył się wypadek. Toczył on dramę na Facebooku jak to kask ocalił jego głowę i jeśli choć jedna osoba przekona się do założenia kasku to będzie to jego, Rocha w sensie, sukces. Wtedy też odezwał się do Rocha zaprzyjaźniony rowertour.com z pytaniem, czy nic mu się nie stało.

Rozmowa była serdeczna i szczerze to Roch nie spodziewał się, że ktoś aż tak przejmie się jego losem, ale rowertour na tym nie poprzestał. Zaoferował Rochowi nowy kask, bo stary spełnił swoje zadanie i uległ zniszczeniu. Bynajmniej nie było mowy o recenzowaniu go, czy testowaniu. Na upartego Roch mógł nie wspominać o tym, ale to nie byłoby w jego stylu. Ktoś zainteresował się zdrowiem Rocha, a on miałby ot tak zostawić to bez żadnej reakcji? No chyba jednak nie.

Tak więc poniżej Rocha skromne przemyślenia o kasku rowerowym ABUS Viantor.

Jakość wykonania


Do tej pory Roch miał do czynienia tylko z kaskami MET, jego pierwszym był Kaos, drugim Idolo. Jednak gdy wziął do drżących rąk Viantora okazało się, że może być coś fajniejszego i ładniejszego. Bryła kasku jest zwarta, nie przypomina orzeszka, tylko zgrabnie układa się na głowie. Do tego fajnie rozwiązane mocowanie przednich pasków, które nie blokuje zakładania okularów nawet podczas jazdy. Nie jest ono schowane gdzieś wewnątrz skorupy, a wyprowadzone na jej brzeg przez co paski delikatnie odstają, a to umożliwia trafienie okularami na głowę za pierwszym razem.

Do tego wentylacja, a raczej przeciąg, który robi się na głowie podczas jazdy gwarantuje, że nie zalejemy się potem. Wkładka wewnątrz kasku pociągnięta jest od przodu aż do środka kasku, przez co kask nie obciera głowy. Może dla tych, którzy posiadają bujną czuprynę (lub jakąkolwiek) nie robi to różnicy, ale dla Rocha jest to ważne. Oczywiście pokrętło regulacyjne działa doskonale, a drobny skok pozwala na precyzyjne dopasowanie kasku do głowy.

Viantor jest modelem szosowym, więc nie posiada daszku, ale dla Rocha daszek jest najmniej ważnym elementem kasku. Dużo ważniejsza jest wentylacja, a ta stoi na bardzo wysokim poziomie. Warto też wspomnieć o paskach, które są przyjemnie miękkie i dobrze dopasowują się do twarzy. Klamra działa twardo i na pewno sama się nie rozepnie podczas jazdy.

Dane techniczne


Jak już Roch wspomniał, Viantor jest modelem szosowym, więc daszka nie ma, jest dużo otworów wentylacyjnych. Poniżej dokładna specyfikacja:


Dostępne rozmiary




Wrażenia z użytkowania


Jak już wcześniej Roch wspomniał do głównych zalet należą wkładki, którymi jest wyłożone praktycznie całe wnętrze kasku i mocowanie pasków, które pozwala na swobodne zakładanie okularów nawet podczas jazdy. Po założeniu kasku na głowę i dociągnięciu pokrętłem wszystko pewnie siedzi na głowie i na dobrą sprawę pasków nie trzeba… a właśnie, że trzeba zapinać. Bo tylko dobrze wyregulowany kask zapewni nam ochronę podczas upadku.

Regulacja w Viantorze to sama przyjemność. Miękkie paski, które dają się przesuwać jak się chce, precyzyjne pokrętło. Kilka chwil i kask jest wyregulowany. Można wsiadać na rower i jechać. Pierwsze wrażenie to przewiewność. ABUS osiągnął to dzięki zastosowaniu technologii ActiCage, która pozwala na spore otwory wentylacyjne bez uszczerbku na bezpieczeństwie.

Gąbki wewnątrz dobrze wchłaniają pot; Rochowi nie zdarzyło się, żeby coś kapnęło na okulary, więc pod tym względem jest rewelacyjnie. Całość na głowie wygląda zgrabnie i kompaktowo.

Podsumowanie


Całość kasku sprawia solidne wrażenie. Nietuzinkowy wygląd i otwory wentylacyjne to na pewno jego największe zalety, ale nie można zapomnieć o gąbkach, które poprawiają komfort noszenia i odciągają pot, sprytnie zamocowane paski pozwalają bez problemu zakładać okulary.

Jednak najważniejsze jest to, że zastosowane rozwiązania wpływają na poprawę bezpieczeństwa, a to jest przecież kluczowe w tym wszystkim. Kask rowerowy ABUS Viantor na pewno docenią posiadacze długich włosów bowiem bez problemu można go założyć na kitkę albo warkocz (Roch nie sprawdzi tego, bo nie ma jak. Dla niego liczy się to, że są wkładki, które nie obcierają).


I w tym miejscu należą się gorące podziękowania zarówno dla rowertour.com - sklep rowerowy online jak i ABUS Polska, bo to właśnie dzięki nim Roch może bezpiecznie pedałować i testować kolejne produkty.

Roch Brada

Opublikowano: 1 maja 2020 09:00